środa, 22 lutego 2017

Z wizytą u M.


Najpierw było blisko i był czas. Potem zrobiło się daleko.
Następnie zrobiło się tęskno.
Potem jeszcze bardziej.
W końcu zrobiło się promocyjnie, i od wtedy to już było tylko niecierpliwie, po to by po drodze, wysoko, zrobiło się słonecznie, a na końcu radośnie:)
Noo... i głośno, brudno, chaotycznie, serdecznie, miło... Jednym słowem: ciepło. Domowo. Ona ma niesamowitą cierpliwość. I nauczyła mnie robić sushi!







1 komentarz:

  1. :O ale pięknie napisane. A jak miło, aż się zarumieniłam jak ciasto na ksylitolu

    OdpowiedzUsuń